Otaku Forum

Wszystko o mandze i anime jak i muzyce. Można tutaj także popisać sie zdolnościami artystycznymi jak i pisarskimi.

  • Index
  •  » Yaoi
  •  » Renji x Byakuya BLEACH "Tak jak myślałem..."

#1 2013-04-13 20:29:12

Miko

Ninja

13312583
Zarejestrowany: 2013-04-13
Posty: 71
Punktów :   

Renji x Byakuya BLEACH "Tak jak myślałem..."

„Co mnie podkusiło?!” – bił się z myślami Kapitan Kuchiki. – „Nie powinienem puszczać ich bez wsparcia”
    Sytuacja była kiepska, na obrzeżach Rukongai, wykryto groźnego Pustego który pożerał zamieszkujące tam dusze, niby z pozoru częsty przypadek ale sprawa miała prawdopodobnie drugie o wiele bardziej poważne tło. Dywizja 6 została odgórnie przydzielona do likwidacji tego Pustego i zebrania informacji na jego temat. Niestety podczas tej misji coś się wydarzyło, stracono kontakt z wysłanymi shinigami. Pośród nich był Abarai Renji vice-kapitan 6 dywizji… To o niego Byakuya bał się najbardziej… On i strach? Może i zewnętrznie był oschły i szorstki, nie okazywał zbytniej troski o swoich podwładnych czy nawet o rodzinę ale wewnętrznie bardzo przeżywał wszystko co z nimi związane, szczególnie jeśli chodziło o… Renjego.
    Dawno temu kochał… a była to miłość na tyle wielka że był dla niej gotów złamać obyczaje szlacheckie by tylko być z ukochaną istotą, jego szczęście nie trwało zbyt długo bo wybranka jego serca Hisana była bardzo słabego zdrowia i pięć lat po ich ślubie zmarła pozostawiając w sercu Kuchikiego ogromną dziurę i rozpacz z którą nie mógł sobie długo poradzić, po tym co się stało zamkną się w sobie i nie pozwolił nikomu przeniknąć do jego tajemnego świata jakim było jego serce i myśli.
    Pewnego dnia jednak coś się zmieniło, przechadzając się od niechcenia po siedzibie swojej dywizji wyszedł do ogrodu by popatrzeć na padający obficie deszcz, to co zobaczył przeszło jego wszelkie wyobrażenie o nim samym… pośród skąpanych w deszczu drzewek wiśni trenował wytrwale jego vice-kapitan, czerwono włosy nie zważał na to ze pogoda nie jest
odpowiednia na trening i widać ze dawał z siebie wszystko. Jednak nie to przykuło uwagę Kapitana, ku swojemu przerażeniu złapał się na tym że przygląda się jego pięknemu ciału… mężczyzna był rozebrany od góry ukazując idealne mięśnie i zdobiące jego pierś tatuaże, miał też rozpuszczone włosy, które pod wpływem deszczu obijały się od jego ramion niczym bicze… Kuchiki wpatrywał się w ten obrazek z szeroko otwartymi ustami i z dziwnie zbyt szybko bijącym sercem, dopiero po chwili zdał sobie z tego sprawę i spuszczając głowę udał się do swoich pokoi by się uspokoić. Na nie wiele się to jednak zdało bo widok chłopaka wzbudził w nim tak skrajne i absurdalne emocje które nie pozwoliły mu spać… Jego stan trwał długo bo jeszcze kilka tygodni po tym zdarzeniu dostawał palpitacji na widok swojego zastępcy.
Zdał sobie sprawę o niewłaściwości swoich uczuć i próbował za wszelką cenę wybić sobie go głowy jednak bezskutecznie. Do tego dochodziły sny o tym shinigami… Zdał sobie sprawę że po prostu  beznadziejnie zasłużył się w Renjim,  był samotny i od dawna nie miał nawet do kogo sie przytulić a co dopiero z kimś być. Po  śmierci ukochanej żony nie myślał że coś podobnego mu się kiedyś przytrafi a jednak! Zakochał się i to było niepodważalne podsumowanie jego dziwnego stanu. By się tego wyzbyć unikał czerwonowłosego jednak ich spotkania były nieuniknione.
Sytuacja był paskudna!
    Kiedy już myślał ze mu przeszło stało się właśnie to… Renji i kilka osób z jego dywizji zaginęło podczas misji i nie było o nich wieści. Emocje tak długo skrywane i złudnie zamiecione pod dywan dały znów o sobie znać z podwójna siłą…
„Co jeśli On zginie?!” – krzyczał do siebie w duchu – „Nie przeżyję kolejnej straty…”
    Kapitan spacerował z konta w kont nie mogąc znaleźć sobie miejsca, czekał na chociaż jedną wiadomość o jego ludziach.
    Nagle nadleciał piekielny motyl i zasiadł na palcu Kapitana.
„Odnaleziono członków 6 Dywizji. 4 Dywizja proszona o zbiórkę i wyruszenie na pomoc. Są ranni…”
Na tym wiadomość sie kończyła. Kapitan nie wiedział czy ma się cieszyć czy bać się jeszcze bardziej, wprawdzie nie było tam nic o ofiarach śmiertelnych ale takowe mogły być.
Czym prędzej pospieszył do 4 dywizji z nadzieją ze oni będą wiedzieć więcej. Kapitan Unohana wiedziała niewiele więcej od niego, uspokoiła go jednak wiadomością ze wszyscy żyją.
Odetchnął z ulgą i oczekiwał na powrót ekipy poszukiwawczej.
Nie minęło też wiele czasu i zaczęto zwozić rannych.
Renjego wśród nich nie było, Byakuya próbował zachować swoją kamienną twarz i nie okazywać ze lada chwila zacznie krzyczeć z rozpaczy.
- Spokojnie. – szeptała Kapitan Unohana. – Z pewnością wszystko będzie dobrze. – mówiła tak jakby wiedziała co się dzieje w jego sercu.
- Wiem że będzie. – powiedział udając obojętność.
- Renji to wspaniały wojownik. Nie pozwoli się tak łatwo zabić.
- Dlatego jest moim zastępcą. – mówił dalej.
- Wiem. – zaszeptała i chciała dodać coś jeszcze ale nagle przyniesiono na niszach okrytego suknem osobnika.
Z pod białego materiału wypływała krew i… czerwone włosy!
Kapitanowi stanęło serce… Wszystko od tej chwili działo się tak szybko! Zaniesiono go szybko na sale operacyjną, gdy Kuchiki zajrzał do niej znów doznał szoku, jego serce rozsypało się w tym momencie na miliony kawałków… Całe ciało Renjego pokryte było w zaschniętej krwi, z ran wypływała całkiem świeża. Poproszono go o wyjście i nie przyglądanie się zabiegowi. Unohana w przelocie obiecała ze uratuje tego chłopaka choćby miała rzucić wszystko i zając się tylko nim…
    Kuchiki nie mógł pozbyć się z głowy widoku bezwładnego ciała mężczyzny, wyglądał jak martwy… Wyszedł z siedziby 4 dywizji i stanął za drzwiami wpatrując się niewidomymi oczami w przestrzeń.
Teraz już dla niego nie liczyło się to ze Renji jest mężczyzną a jego uczucie do niego jest złe. Nie ważne było to że on jest Kapitanem i głową szlacheckiego rodu i że nie godzi się mu kochać mężczyzny…
Po prostu kochał, kochał Renjego całym swoim skołatanym sercem i żadna siła nie była w stanie tego zmienić.
„On nie może umrzeć! Nie ma takiego prawa!” – krzyczał do siebie zaciskając pięści i powieki do granic możliwości.
Jedynego co teraz chciał było to by on żył…
Nie zastanawiając się co robi wrócił do swoich pokoi i wszedł pod prysznic. Pozwolił lodowatej wodzie spływać po swoim ciele, zimna woda spłukiwała z niego cały ból i gasiła gorączkę jaka nim targała.
„Renji… Renji… żyj… „  – te słowa błąkały mu się po głowie z bolesnym krzykiem. 
Oparł się o kabinę i osunął bezwładnie na ziemie, od kiedy on stał się taki miękki? Nawet gdy Hisanka umierała trzymał się i nie pokazywał nikomu, nawet sobie jak bardzo cierpi, a teraz? Sytuacja  była podobna, lecz jakże inna! Kochał mężczyznę… Kochał swojego podwładnego… on w każdej chwili mógł umrzeć… kto wie czy to już się nie stało.
    Całkowicie stracił poczucie czasu. Na podłodze swojej łazienki mógł spędzić nawet kilka godzin. O upływie czasu przypomniał sobie dopiero gdy przez małe okienko wdarło się ostre poranne słońce.
Poderwał się na równe nogi chwiejąc się nieznacznie i pobiegł zobaczyć co z chłopakiem.
Jeszcze w drodze dokończył ubieranie sie, mijający go shinigami patrzyli za nim i chyba nie wiedzieli czy to na pewno ich zawsze opanowany i idealny pod każdym względem Kapitan. Nie obchodziło go to w tej chwili.
Gdy był już pod drzwiami sali chorych 4 dywizji wszedł do środka lecz zawahał się nagle… Jego uczucia były jednak silniejsze i wszedł do środka, rozejrzał się kilka krotnie ale nie było tam czerwonowłosego. Serce znów mu przystanęło. Gdzie on jest?!
- Pan Kapitan… – zaszeptał nieśmiało głoski z pod ściany.
Kuchiki machinalnie spojrzał w tamtą stronę, mówiła to jakaś drobna czarnulka która była pod jego dowództwem. Uśmiechała sie delikatnie z szacunkiem i oddaniem.
Rozejrzał się znów wokoło… byli tu wszyscy którzy wyruszyli.
- Witajcie. – powiedział. – Gdzie vice-kapitan? – zapytał od razu.
- Przenieśli go do izolatki. – zaszeptała czarnulka. – Abarai-sama uratował nam życie… – zaczęła. – Omal sam go nie tracąc…
- Uratował życie? – chciał już wyjść ale przystaną jeszcze na chwilę.
- Osłonił nas własnym ciałem, użył bankai by nas zakryć ale sam bardzo ucierpiał, gdyby nie on nic by z nas nie zostało. Abarai-sama to bohater.
Przymknął oczy i wyobraził sobie jak to mogło wyglądać. No tak Renji nie był osobą która pozostawiła by towarzyszy na pewną śmierć.
- Choć był już bardzo słaby i ranny zabił sam własnymi rekami tego Pustego. – dokończyła. – Nie wiedziałam że jest aż taki silny.
- Rozumiem. – powiedział Kapitan – Wiecie w której sali leży?
Pokręciła przecząco głową, lecz w tym momencie do sali weszła Unohana i położyła Kuchikiemu dłoń na ramieniu, ten odwrócił się powoli.
- W izolatce na końcu korytarza. – powiedziała z uśmiechem – Trudno było ale udało nam się go odratować. Teraz jest przy nim Rukia, jest przytomny…
Serce mu urosło! W jednym momencie świat znów rozbłysł tysiącami barw! Omal nie uściskał Kapitan i wybiegł z sali ku zaskoczeniu podwładnych.
Znalazł szybko izolatkę i chciał zapukać lecz…
Wszystko było z nim dobrze? Tak…
Więc może by dać temu spokój? Było dobrze jak było, Renji pewnie nie byłby zainteresowany jakimikolwiek bliższymi kontaktami ze swoim Kapitanem i pewnie Rukia… No tak, przecież z Rukią znali się od najmłodszych lat i ewidentnie mieli się ku sobie.
Zrobił krok do tyły ale skoro już tu był to wypadało by zajrzeć do vice-kapitana który okazał się być tak szlachetny w walce.
Wszedł do środka nie pukając. Rukia siedziała na jego łóżku trzymając go za rękę i strofowała zawzięcie.
- Kretyn! Skończony kretyn! Masochista!
- Rukia… stop! – powiedział…
Tak… to była następna rzecz którą w nim kochał, ten jego głos! Chwilami nie znośny i wręcz złośliwy… ale za to taki mocny i męski!
- CO??!
- Musiałem. Zginęli by… – mówił.
- A ty to co?! – zgrzytała zębami.
- Ty byś tak nie zrobiła? – zapytał cicho.
- Tak ale..
- No właśnie. Taki nasz los.
Nie czekał już dłużej bo bał się że rozpłynie się w tym progu.
Rukia na jego widok stanęła na baczność.
- Nii-sama. – skłoniła głowę.
- Kapitan! – Renji chciał się podnieść ale Rukia położyła mu głowę na głowie i wcisnęła ją z powrotem w poduszkę.
- Witajcie. – powiedział oschłym wyuczonym głosem Kapitan Kuchiki.
- Co Cię sprowadza Kapitanie? – zapytał przełykając głośno ślinę.
- Przyszedłem by sprawdzić czy żyjesz.
- A jak wyglądam? – zapytał.
Wyglądał? Włosy opadały mu na ramiona luźno zakrywając część twarzy. Był blady ale jak zwykle niezwykle piękny…
Cały tułów miał zabandażowany to samo tyczyło się rąk.
- Jak mumia. – powiedział Byakuya bez zastanowienia.
Rukia uśmiechnęła się nieśmiało.  Renji odetchnął dziwnie.
- A tak naprawdę to chciałem ci pogratulować wypełnienia misji i uratowania swoich towarzyszy. Miano vice-kapitana jest ciebie godne. – powiedział oschle i wyszedł.
- Dziękuję… – powiedział za nim.
    Mijały dni. Renji właściwie całkowicie wyzdrowiał i wrócił do służby. Kuchiki był prze szczęśliwy, mógł znów oglądać jego usilne piękne treningi.
    Po długich rozmyślaniach postanowił porozmawiać z Renjim, właściwie musiał zdać od niego raport z ostatniej misji na której omal nie stracił życia.  Chłopak trochę się spóźniał ale Kapitan nie miał zamiaru robić mu z tego powodu problemów. Chciał posłuchać jego głosu.
Odczekał jeszcze chwilę i układał sobie w głowie jak to mogło by być pięknie gdyby Renji… Gdyby on podzielał jego uczucia…
Nagle rozległo się pukanie.
- Proszę! – powiedział Kapitan poprawiajac się za biurkiem. Położył łokcie na nim i podparł sie rękoma.
- Przepraszam za spóźnienie ale musiałem…
- Spokojnie! Siadaj… – wskazał mu krzesło.
Ten usiadł.
- Jak się czujesz? – zapytał Kuchki swojego zastępce.
- Dobrze.
- Może już zacznijmy. Mów co się wtedy wydarzyło.
Skinął głową i zaczął mówić. Było tak jak dowiedział się wcześniej od innych którzy byli z nim, czerwonowłosy omijał fragmenty o tym jak to on ryzykował swoim życiem. Szybko też skończył ale Kuchiki nie wychwycił tego momentu, bezwiednie wpatrywał się we włosy oczy i szerokie ramiona swojego zastępcy. Był taki piękny… Musiał być silny, szczęśliwa kobieta która spoczęła by na jego piersi.
- Kapitanie… – zaszeptał Abarai.
Nie zareagował.
- Kapitanie Kuchiki….
Pokręcił głowa wyrywając się z zamyślenia.
- Tak?! – zamrugał nerwowo i wyprostował się.
- Czemu Pan tak na mnie patrzy? – powiedział dziwnie odmienionym głosem.
- Jak patrze? – odpowiedział zdezorientowany.
- Tak ze mam ciarki na plecach i robi mi się gorąco. – mówił głosem jakim obdarza się uwodzoną kobietę.
- Wydawało ci się… Tak tylko rozmyślałem…
- A o czym?! – zapytał uśmiechając się łobuzersko, tak że Kuchiki na chwile zapomniał jak ma na imię.
- O tym jakie są twoje włosy w dotyku… – powiedział uwiedziony jego głosem i tym uśmiechem.
Dopiero po chwili zorientował się co zrobił… miał ochotę zapaść sie pod ziemię.  Wcisnął się w fotel…
Nagle Abarai zrobił coś czego się nie spodziewał. Rozpuścił swoje piękne lśniące czerwienią włosy i wstał z krzesła… pomachał chwilę głową by włosy opadły mu luźno na szerokie ramiona.
Widok ten zapierał dech w piersi… Nim Kapitan sie obejrzał Renji już stał obok biurka i pochylał się nad nim.
- Jeśli Cię to tak nurtuje Kapitanie to dotknij… – zaszeptał cicho uwodząc go jeszcze bardziej.
Kuchiki zaczarowany tym uniósł dłoń i najpierw ujął w palce jedno pasemko, potem wplótł całą dłoń w jego włosy wpatrując się w oczy chłopaka. Jego włosy były miękkie i z takiej odległości mógł stwierdzić ze pachną… na boga! pachną kwiatami wiśni!
Rejni pochylił się jeszcze bardziej.
- I jak Panie Kapitanie? – zaszeptał kusząco przygryzając wargi.
- Fascynujące. – zsunął dłoń na jego policzek.
Na raz odezwały się w nim wszystkie emocje jakie do tej pory w sobie chował… tyle namiętności! Kapitan spuścił nieco oczy…
Abarai chwycił nagle rękę swojego zastępcy za nadgarstek.
Ich twarze były coraz bliżej siebie, Kuchiki wciskał się w fotel ręce mu się trzęsły… Czerwonowłosy, puścił jego dłoń i ujął jego podbródek i uniósł twarz swojego Kapitana ku górze widząc ze ten rumieni się słodko…
Kuchiki czuł że zaraz zemdleje!
Abarai przybliżył się do niego już maksymalnie i nagle zrobił coś czego Byakuya nawet sobie  nie wyobrażał w najpiękniejszych snach! Pocałował go delikatnie ledwo co muskając jego wargi, odsunął się od niego nagle. Kapitan 6 dywizji rozwarł powoli powieki i bezwiednie przygryzł wargi oblizując je z rozmarzeniem i lubością, jego vice-kapitan wspaniale całował…
- Tak jak myślałem kapitanie… – powiedział lekko rozedrganym głosem pełnym namiętności. – Wiedziałem…
Zacisnął jedną dłoń na biurku a drugą wplótł we włosy Kapitana. Przyciągnął go do siebie i znów pocałował, tym razem głębiej i o wiele bardziej brutalnie.
Byakuya poddał sie temu zabiegowi, rozkoszował sie jego smakiem, vice-kapitan pieścił językiem wnętrze ust towarzysza, wyplótł dłoń z jego włosów i przesunął ją po jego karku.
Kapitan omdlewał w z nadmiaru wrażeń, był prze szczęśliwy, drżał na całym ciele… Jak to możliwe by pocałunki mężczyzny tak na niego działały… tak go podniecały!
Zarzucił dłonie na szyję Abaraia i przyciągnął go mocniej, ten jednak miał inne plany. Odsunął go do siebie i oblizał lubieżnie wargi… Kapitan opadł na fotel na wpół omdlały. W głowie mu wirowało a serce miało by zaraz wyrwać sie z jego piersi. Oczy zaszły mu mgłą…
- W niczym sie nie myliłem. – powiedział i ruszył ku wyjściu.
- Renji… – zaszeptał Byakuya.
- Potem porozmawiamy Kapitanie. – powiedział kusząco i wyszedł związując włosy.
    Przez dłuższą patrzał za nim próbując złapać oddech. Czy mu się zdawało czy Renji go pocałował… i to dwa razy!?! I zaraz zaraz… W czym on się nie mylił? czyżby wiedział o jego uczuciach do niego? To było przecież niemożliwe!
Teraz już sam nie wiedział co było gorsze, życie i kochanie go z ukrycia czy też takie… takie coś… On musiał zrobić to specjalnie, zawsze uwielbiał działać mu na nerwy ale teraz już przegiął!
Kapitan postanowił szybko z nim o tym porozmawiać ale zabrakło mu  odwagi by teraz choćby wyjść ze swojego gabinetu i na niego spojrzeć.             Dziwne gorąco przepłynęło przez jego ciało. Było przyjemne ale tak niestosowne i… kuszące! Chciał za wszelką cenę znów poczuć jego usta i zatonąć w nich zatracając się we własnej naiwności i obłędzie.
    Dni mijały nieubłaganie. Panowała dziwna cisza. Renji zachowywał się jakby nic się nigdy nie stało, więc i Byakuya postanowił nie okazywać po sobie ze to co się stało było dla niego największym szokiem w całym życiu.
    Siedział niespokojny w swojej siedzibie grzebiąc od niechcenia w papierkach, chciał czymś koniecznie zająć swoje myśli. Nie udawało mu się to ale nie dawał za wygraną.
Nagle do jego gabinetu wparował jakiś oficer z jego oddziału i zdyszany zaczął mówić coś niezrozumiałego.
- Spokojnie. Mów wolniej. Co się stało?
- Kapitanie… Vice-kapitan Abarai wdał się w bójkę z innym oficerem.
- Bójkę? Ale o co im poszło? – zapytał wstając od biurka.
- Obraził Pana siostrę… ten oficer… Renji się bardzo zdenerwował.
Nie musiał już więcej słuchać. Wyszedł z siedziby i poszedł w stronę z kąt dochodziły ostatnie dźwięki walki i energia Rejnego.
Gdy zbliżył się do tego miejsca grupka gapiów rozsunęła się i padła przed nim na kolana odsłaniając bijącą się dwójkę. Abarai właśnie odrzucił w kąt nieprzytomne ciało przeciwnika i opuścił ramiona, nie mógł nie wyczuć obecności swojego Kapitana. Obrócił się nagle i przykląkł na jedno kolano.
- Nim cokolwiek zadecydujesz proszę o wyrozumiałość. Jednak każdą karę przyjmę z godnością… Ja inaczej…
Uciszył go skinieniem ręki patrząc na niego twardo z góry. Nie miał zamiaru go karać… szczególnie jego.
- Do mnie do Gabinetu! – powiedział tylko i obrócił się na piecie.
Szedł i był pewien że Rejni jest tuż za nim. Gdy po chwili wszedł do swojej siedziby. Usłyszał ze drzwi są zamykane na klucz…
- Proszę mi wybaczyć… – usłyszał. – Rukia jest mi jak siostra.
- Rozumiem. – odpowiedział mu opierając się o biurko.
Odwrócił sie do niego, nie spodziewał sie że stoi tak blisko. Stykali się ciałami. Czuł jego oddech na policzku.
- Należy mi się kara? Prawda…? – zapytał kusząco i przylgnął do niego sadzając go na biurku i wchodząc między jego nogi.
- Renji? Co ty..?
- Proszę mi wybaczyć tą niegrzeczność… – ujął jego twarz i złożył mu w kąciku ust pocałunek. – Nie mogłem sie opanować… – znów całował tym razem głęboko pieszcząc wnętrze jego ust – Chciałem znów poczuć ich smak…. Szlachetny jaki wino..
Kuchiki odpłynął już przy pierwszym pocałunku i nie miał zamiaru go odpychać. Tak za tym tęsknił. Tak tego pragnął!
Nagle poczuł że dłonie Abaraia z jego szyi nurkują pod jego szatę i zsuwają ją z jego ramion na biurko. Nie przerywał też pieszczoty dodając do tego delikatne masowanie jego klatki piersiowej.
- Byakuya pragnę cię… – zaszeptał a był to głos anioła – Chcę cię tu i teraz…
- Weź… – mruknął bezwiednie skuszony pieszczotami.
- Za wcześnie. – powiedział jeszcze składając za jego uchem pocałunek.
- Za wcześnie? – nie zrozumiał.
Renji odsunął się od niego i popatrzał na niego seksownie. Ruszył ku wyjściu.
- Zaczekaj.. Zostań! – wyciągnął ku niemu rękę…
- Spotkajmy się wieczorem w twoich pokojach Kapitanie. Będę po zachodzie słońca. – mówiąc to oblizał wargi i zniknął za drzwiami.
Zamrugał nerwowo kilka razy.
- Wieczorem u mnie?! – zsunął się z biurka poprawiając szaty…
Jego pierwsza schadzka z kochankiem który go pragną. Chciał go!
Nie wiedział jak ma się do tego przygotować. Pozostawił wszystkie swoje obowiązki i poszedł do domu, odwołał całą służbę na wieczór by nie byli światkami tej „randki”.
    Do zachodu słońca zostało bardzo niewiele. Nie wiedział co ma z sobą począć. Nagle przechadzając się po pokojach dotarł do pokoju pamięci a jego wzrok utkwił w fotografii jego Hisany… Jakiś ucisk w sercu przypomniał mu co się właśnie dzieje w jego marnym życiu. Zdradził pamięć swojej ukochanej żony… Zdradził.
Przytłoczony tymi myślami stracił cały dobry nastrój. Postanowił nakazać Renjemu zaprzestanie tych zachowań.
    Oczekiwał na niego siedząc na schodkach przed swoimi pokojami.
Miał już ułożony plany jak miał przerwać tą sytuację… Spokojny przygotowany na własną rozpacz i prawdopodobnie jego złość.
Poczuł jednak nagle ze ktoś za nim siada i obejmuje od tyłu rękoma.
Pocałunkami drażnił jego szyję… Całą pewność i samo zaparcie diabli wzięli. Nim się obejrzał siedział mu na kolanach przodem do niego obejmując go nogami w pasie. Pochłonięty jego ustami zapomniał tego co miał zrobić…
Abarai oderwał go od siebie i spojrzał w zdezorientowane oczy Kapitana.
Ujął jego twarz w dłonie.
- Chcesz być mój tej nocy? – zapytał i zabrzmiało tak jakby miało chodzić o oświadczyny.
Byakuya skinął tylko głową.
- Tej nocy i zawsze… – dodał Abarai.
- Tak… o niczym innym nie marzę. – dodał cicho i był już pewny że za nic w świecie nie oddał się jego dłonią. Tak już mogło być do końca świata.
CDN <w wyobraźni czytelników XD>

Offline

 
  • Index
  •  » Yaoi
  •  » Renji x Byakuya BLEACH "Tak jak myślałem..."

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
gta xbox kod na odrzutowiec szwecja forma rządów miskrity podpowiedź www.silverdefenders.pun.pl słownik polsko japoński wymowa online